piątek, 7 lutego 2020

Podsumowanie #1: Styczeń


Grimah - Intricacies of Bowed Wisdom 

Na pierwszy strzał idzie Grimah, hiszpański odpowiednik naszej Mgły. Owy album kierowany jest szczególnie do osób, którzy nieco zawiedli się na najnowszej kompozycji krakowskiego składu. Co prawda można śmiało zarzucić zespołowi powielanie pomysłów z dorobku Mgły, ale jeśli robią to o wiele lepiej chyba możemy przymknąć na to oko? Musimy pamiętać, że Intricacies of Bowed Wisdom jest pierwszym materiałem w dyskogarfi młodego zespołu, wszystko przed nimi. Trzymam za nich kciuki i mam nadzieję, że kolejny album będzie bardziej oryginalny i zawierał więcej autorskich pomysłów. Warto zwrócić uwagę na pracę perkusji, jest identycznie dobra jak Darkside.


Odour of Death – Satanic Devotion

Po świetnie przyjętym przez słuchaczy splicie z Martwą Aurą, horda nie zwalnia tempa i raczy nas kolejnym materiałem, tym razem w postaci epki. Dostajemy ponad 24 minuty soczystego black metalu, bez jakichkolwiek ubarwień upiększających. Nieco brakuje mi kopa w pewnych momentach, agresywniejszych riffów, ale mimo tego pozycja obowiązkowa w kolekcji. Na największą pochwałę zasługuje utwór Silesian Satanic Pride, te gitary zaraz po pierwszej minucie robią genialną robotę ! Szkoda tylko, że tym razem panowie odpuścili teksty w rodzimym języku. Przecież taki kawałek jak Ulga to mistrzostwo świata, zresztą jak cała pierwsza epka. Jedynym minusem to długość epki, gdyż non stop trzeba gwałcić replay.


Aethyrick – Gnosis

Drugi pełnoprawny album w dorobku finlandczyków. W szczególności skierowana do osób, które cenią w black metalu, melodyjność i lubują się w atmosferycznym odłamie metalu. Mimo, że materiał momentami odstaje od debiutu Praxis, to zasługuje na pewno no zwrócenie uwagi przez genialne charakterystyczne riffy czy dość ciekawe brzmienie wokalu. Nie ma sensu wymieniać poszczególnych utworów, gdyż najlepszy efekt album uzyskuje przy pełnym odsłuchu.


Goats of Doom - Tie on Hänen Omilleen

Przedostatnia z propozycji styczniowych, która pozytywnie mnie zaskoczyła. Jakoś nigdy nie miałem po drodze z przesłuchaniem czegokolwiek z pod szyldu zespołu. Z nazwy hordy raczej można wywnioskować, że będziemy mieli do czynienia z surowym, agresywnym black metalem prosto z Finlandii, bądź tworem war black metalu. Nie dajmy się zwieść! Po odpaleniu materiału, witają nas melodyjne dźwięki, które niejednokrotnie wprowadziły stopy w ruch riffów. Owszem wokal jest surowy, ale wprowadza on w dość ciekawy klimat. Najbardziej zaskoczył mnie utwór Veren Veljeskunta, w którym zespół brzmi jak street punkowe bandy z lat 90. Dzięki powyższej płycie z pewnością sprawdzę poprzednie pozycję z dyskografii, a to już chyba coś?


Scáth Na Déithe - The Dirge Of Endless Mourning

Na koniec najlepsza z wydanych płyt w pierwszym miesiącu bieżącego roku. Irlandzki dwuosobowy projekt wykonujący black/ death metal. Z samym zespołem miałem styczność przy premierze pierwszego studyjnego albumu Pledge Nothing but Flesh w 2017, przez te trzy lata udało się całkowicie zapomnieć o hordzie.. całe szczęście nowa płyta zdecydowanie podtrzyma pamięć! The Dirge Of Endless Mourning to cholernie ciężki materiał, który dosłownie zmiecie Cię z powierzchni ziemi. Smoliste riffy, szaleńcza perkusja i klimatyczny, a zarazem wściekły wokal niczym wyrwany z klimatów doom metalowych, doprowadzi niejednokrotnie słuchacza w stan osłupienia i melancholii.

niedziela, 26 stycznia 2020

Wywiad: Shadow (Black Altar, Kriegsgott, RAUS!, Odium Records)

Kolejnym moim gościem jest Dariusz Sieradzki w kręgu metalowców znany pod pseudonimem Shadow. Założyciel black metalowej hordy Black Altar, czy pomniejszych projektów Kriegsgott i RAUS! Ale to nie wszytko! Odnajduje jeszcze czas na prowadzenie wytwórni Odium Records i  wypuszczanie coraz to kolejnych plugactw w nasze dłonie. Zapraszam do lektury!

  • Czołem! Od dawna mieszkasz w Anglii? O wiele łatwiej tam żyć niż w naszej zacofanej katolickiej Polsce? Zamierzasz kiedyś wrócić do ojczyzny czy raczej odcinasz od niej kupony?
Witam. Mieszkam od ponad 5 lat w Londynie. Żyje się rzeczywiście dużo łatwiej. Nie to, żebym narzekał jak mi się żyło w Polsce, bo tez całkiem dobrze. Mam tam swoje mieszkanie, miałem duże biuro nieruchomości, pracowałem ile chciałem, ale czułem, ze to co mogłem już tam osiągnąłem i ze przestałem się rozwijać. Dlatego postawiłem wszystko na jedna kartę i wyjechałem. Okazało się to bardzo trafna decyzja i tu w parę lat osiągnąłem więcej niż przez pól życia w Polsce. Wrócę raczej dopiero na emeryturę.
  • Jak wygląda tam scena black metalowa ? Słuchają tam metalu czy to raczej garstka ludzi?
Fanów black metalu jest tam bardzo dużo, ale są to ludzie z całego świata, również bardzo liczna grupa Polaków. Typowi angielscy fani black metalu są znacznie bardziej otwarci na bardziej miękkie granie niż np. Polacy. Jest dosyć dużo angielskich zespołów, które prezentują wysoki poziom muzyczny, ale jak dla mnie nie ma tam żadnego bardzo ekstremalnego w stylu naszych Infernal War, czy choćby Black Altar. Nawet jak jest jakiś fragment z konkretnym pierdolnięciem lub klimatem, to po chwili pojawia się 3 minutowe, romantyczne pit pitu, które ciągnie się jak flaki z olejem. Jestem chyba za nerwowy na takie rzeczy.
  • Kiedy w końcu usłyszymy nowy materiał pod szyldem Black Altar ?
Nowy materiał jest już nagrany. Nie jest co prawda długi, bo to tylko 2 utwory nagrane na split z norweskim Kirkebrann, ale zawsze coś. Wydany powinien być przed wakacjami.
  • Wiemy, że na nowy pełnoprawny album niestety będziemy musieli jeszcze odczekać swoje. Jakie są ku temu powody? O wiele łatwiej jest wydać split niż pełny materiał?
Na to wygląda. Na pewno dużo łatwiej jest wydać 2, 3 utworowy split niż cały album. Różne powody się na to złożyły, brak czasu, brak odpowiedniego składu, który by mi pomógł w komponowaniu, interesujące propozycje na splity itp. Teraz znowu będę wydawał wspomniany wyżej split z Kirkebrann, a później kolejny z norweskim Vulture Lord. Teraz jednak sprawy powinny trochę przyśpieszyć, są już 2 utwory na płytę i w przyszłym roku myślę, ze prawie cala płyta może być skomponowana. Ponadto jakoś mam zakodowane, ze 3 płyta, to powinien być absolutnym opus magnum zespołu, każdy dźwięk powinien być maksymalnie przemyślany, na najwyższym poziomie i chyba podświadomie odsuwałem od siebie proces komponowania utworów na 3 album. Jednak nadszedł już najwyższy czas po ponad 10 latach, żeby się za to w końcu wziąć. 

  • Wydawanie w dzisiejszych czasach materiały takie jak split ma jeszcze jakikolwiek sens?
Ma taki sam sens jaki miało 10, czy 20 lat temu. Ja jestem wielkim fanem splitów. Robię je z zespołami, które znam i szanuje. Jest to również dobra okazja żeby trochę poeksperymentować, żeby nagrać coś co jest trochę odmienne od tego co się robi na co dzień, a oprócz tego wzbogaca dyskografie, która u mnie wygląda dosyć ubogo.
  • Trzymając się tematu splitów. W 2012 roku ukazał się „Emissaries of the Darkened Call - Three Nails in the Coffin of Humanity” z Thornspawn'em i greckim gigantem Varathron. Jak wspominasz waszą współprace? Utrzymujecie kontakt?
Tak, jak najbardziej utrzymujemy kontakt. Nawet się widziałem ze Stefanem z Varathron miesiąc temu, a z ludźmi z Thornspawn tez jestem w kontakcie. Będę tez wydawał nowy album kultowego norweskiego Vulture Lord w którego składzie jest lider Thornspawn oraz jego żona, a oprócz nich muzycy Carpathian Forest, Urgehal. Beastcraft i Endezzma. Współprace wspominam dobrze, ale wydanie tego splitu strasznie się przeciągało, chyba z 5 lat. Na szczęście efekt końcowy jest bardziej niż zadowalający i jest to wciąż bardzo mocne wydawnictwo.
  • Planujesz rozpocząć koncertowanie, zdradzisz coś więcej ? Gdzie odbędą się pierwsze występy? Masz już zebrany cały zespół?
Tak, w końcu po 24 latach biorę się za to na poważnie. Mam już skład, zaczynamy ćwiczyć, na razie każdy w domu, a po nowym roku zaczniemy grac w sali prób. Organizator dużego festiwalu Darkness Guides Us w Glasgow namówił mnie na występ i tam, jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, odbędzie się w listopadzie jeden z pierwszych koncertów Black Altar. Propozycji grania jest dużo, także jak już ruszymy, to będzie konkret.
  • Co się dzieje z pobocznymi projektami Kriegsgott i Raus! Wciąż są aktywne?
Nie, można powiedzieć, ze są martwe. Jeśli chodzi o Kriegsgott, to ukaże się jeszcze 7” epka nagrana wiele lat temu z 2 chyba najlepszymi utworami tego projektu oraz później kompilacja wszystkich utworów Kriegsgott na jednej płycie. Natomiast na RAUS! obydwaj nie mamy czasu. Ja skupiam się na Black Altar i wielu sprawach prywatnych, a Aro na Perunwit, Lord Wind i Graveland, wiec nie sadze żeby cokolwiek się jeszcze ukazało pod tym szyldem.
  • Jak na polskiego fana przystało, muszę zapytać, czy usłyszymy jeszcze coś z polskimi tekstami ? Wciąż wracam do utworu „Widmo Śmierci” na krążku „Death Fanaticism” genialny numer.
Dziękuje. Tak, planuje co najmniej 1 utwór po polsku na pełną płytę i pewnie przy każdym dużym wydawnictwie będzie się pojawiało coś po polsku. 

  • Jak się trzyma Odium Records? Prowadzenie wytwórni to coś w rodzaju pracy, da się z tego wyżyć czy raczej czyste hobby?
Teoretycznie można wyżyć, ale niekoniecznie w Londynie, gdzie za sam wynajem domu płace ok 10 tys zł. Po wydaniu Mephorash, który okazał się absolutnym przebojem w historii Odium, postanowiłem się skupić tylko na Black Altar i okazjonalnie wydać coś ciekawego. Wyjątek zrobiłem dla Graveland i norweskiego Vulture Lord o którym wcześniej wspomniałem. W Polsce kiedyś się i całą rodzinę utrzymywałem z wytworni, ale wspomagałem się produkcja bootlegów 😉
  • Co sądzisz o aktualnej scenie muzycznej w Polsce? Gdy Nergal bardziej szokuje swoimi wpisami na instagramie niż muzycznie, dwóch Batushek czy Gruzji, która zaczepia inne zespoły i wyśmiewa ich za tradycyjność gatunku.
Hmm, ciężkie pytanie. Na pewno dzieje się dużo ciekawego, kiedyś w Polsce grało się tylko bardzo ekstremalnie, a teraz jest sporo różnych eksperymentów, post black metalu itp. Osobiście nie jestem fanem tego nurtu, Gruzja, czy Truchło Strzygi dosyć ciekawa muzycznie, ale teksty beznadziejne albo jestem za głupi, żeby je zrozumieć. Z nowszych, bardziej eksperymentalnych rzeczy bardzo mi się spodobała Martwa Aura na splicie z Odour of Death. Generalnie na polskiej scenie dzieje się dużo i każdy znajdzie tu coś dla siebie. 

  • Będzie reedycja pierwszego dema "Na uroczysku..." ? Aktualnie jest praktycznie nie do zdobycia, a jeśli to za monstrualne ceny.
Nie będzie. To był zupełnie inny zespół, grający inna muzykę. Nie miałem wtedy pojęcia o komponowaniu, czy pracy studyjnej, kształtowałem dopiero swój styl, dlatego jest tam dużo zmian tempa, muzyka jest bardziej dark metalowa niż black, dlatego nie ma sensu go wznawiać. Ja lubię to demo ze względów sentymentalnych, ale nie rozumiem dlaczego inni je lubią hehe.
  • Dotrwałeś do końca! Dzięki za cierpliwość, przyjęcie zaproszenia i powodzenia. Ostatnie słowo należy do Ciebie, chciałbyś coś dodać ?
Dzięki za krotka pogawędkę. Czekajcie na split z Kirkebrann. Hail!

poniedziałek, 20 stycznia 2020

Martwa Aura/Odour of Death - Credo In Mortem (2019)

Nigdy nie sprawdzam splitów.. zawsze wkurwiało mnie w nich to, że ledwo wczułem się w klimat grania pierwszego zespołu, a tu drugi już depcze mu po ogonie. Ale nie tym razem... ta płyta zmieniła moje podejście do tego typu materiałów.

Mowa tu o albumie Credo In Mortem, który ukazał się dzięki dwóm dumnie działającym na naszej ojczyźnie wytwórniom Putrid Cult i Under the Sign of Garazel Productions, a powstał zaświatów w pierwszym kwartale 2019 roku.

Split zaczyna Mroczna Aura. Dostajemy solidnego kopa między torby w postaci trzech dłuższych kawałków. Gregor z chłopakami zmienili lekko strukturę kapeli, od wokal po stronę muzyczną. Usłyszymy już nie tylko potężny growl, ale i efekty przechodzenia w śpiew. Oczywiście wszystko utrzymane jest w odpowiedniej ilości. Co mnie zaskoczyło to genialność riffów, które wręcz idealnie są wplątane w prace perkusji. Drugim zespołem jest Polski skład Odour of Death żyjący na ziemiach Wielkiej Brytanii. Tutaj mamy cztery kawałki w czym jeden to zwykłe outro, jeden zagraniczy kawałek – zapewne dla tamtejszych słuchaczy i dwa w rodzimym języku co wychodzi kapeli moim zdaniem najlepiej! Wciąż w głowię mam teksty pierwszej epki. Standardowo Kolan wraz z Hate oddają nam w ręce materiał wręcz bezbłędny. Mrożący krew w żyłach, a zarazem powodujący ucisk na bani. Bez sensu jest wychwalanie pojedynczo, każdego z zespołów. Obydwie hordy pokazały ogromny progres tworząc ten split, bezkompromisowy black metal wręcz przeszywający nasze nozdrza smrodem rozkładającego się truchła. Jedynymi minusami to długość... chce się więcej! A niestety obydwie kapele nie są zbytnio płodne, a wielka szkoda bo żadna z nich nie wypuściła jak dotąd słabego materiału. Najgorsze jest to, że każdy onanizuje się przy wtórnych produktach Mgły, a owego materiału nawet pewnie nie sprawdzi... 

Ocena Końcowa: 9/10 

niedziela, 29 grudnia 2019

Podsumowanie 2019 roku.

Nowy rok praktycznie za nami, więc wypadałoby podsumować 2019. Od razu zaznaczam, że to nietypowe podsumowanie jest tylko i wyłącznie moim wyznacznikiem gustu, a poniższe tytuły w poszczególny sposób odróżniają się od setki wydanych płyt w tym roku i są godne, choć jednorazowego odsłuchu. Również zdaje sobie sprawę, że w tym roku wyszło multum albumów i wiele mogłem ominąć. Kolejność tytułów jest czysto przypadkowa.


Polskie wydawnictwa:
Faust – Wspólnota Brudnych Sumień
Sznur – Zabić się będąc martwym
Stworz – Mój kraj nazywa się śmierć
Dom Zły – Rytuał
Rivers like Veins - Z Iskier Srebrnych Orszaków
Батюшка - Панихида
Gruzja – I iść dalej
Arkona - Age Of Capricorn



Faust – Wspólnota Brudnych Sumień

Innym materiałem nie mógłbym rozpocząć podsumowania roku. Faust i jego wielki powrót po 16 latach spoczynku. Do czynienia mamy z death metalowym graniem z domieszką klimatów trashowych i mimo, że album nie należy do najcięższych, nie zabraknie mocniejszych momentów. Najważniejszym elementem „Wspólnoty Brudnych Sumień” jest tematyka zawarta w nim. Albowiem dotyczy pedofilii w kościołach katolickich, o której coraz częściej się słyszy.


Sznur – Zabić się będąc martwym

Drugi krążek Wałbrzyckiej hordy, za którą stoi Seth z już kultowego Moontower. Materiał znacznie różni się od debiutu. Cięższy, brudniejszy i żywszy, a mimo to wciąż odnajdziemy najlepsze cechy poprzedniczki. Seth wraz z Zer0 stworzyli album upokarzający człowieczeństwo dwudziestego pierwszego wieku, ukazujący ślepotę i zanik najważniejszych cech człowieka. To wszystko tworzy album godny sprawdzenia.


 
Stworz – Mój kraj nazywa się śmierć

Stworz to jeden z zespołów, którego twórczość łykam od razu. Wojsław dumnie słowiański klimat na swoje materiały. Tak naprawdę w swojej dyskografii nie posiada ani jednego gorszego wydawnictwa. Z roku na rok słychać ogromny progres w jego dokonaniach. Album „Mój kraj nazywa się śmierć” ma szczególne miejsce w mojej kolekcji poprzez wielkie podobieństwo do pobocznego projektu Kres.

 
 
Dom Zły – Rytuał

Puławska ekipa stworzyła materiał wręcz genialny. Album, na który czekałem, spełniający moje wszystkie oczekiwania. Grający na emocjach, uczuciach pozwalający na dłuższe refleksję, a zarazem nie nużący. Mieszania ciężkiego sludgu'e, crusta i post-black metalu wraz z genialnym wokalem wokalisty, aż powoduje ciarki na całych plecach. Niestety zaraz po premierze albumu, Krzysztof odszedł od zespołu po czym zastąpiła go wokalistka. Co z tego wyjdzie na pewno dowiemy się z czasem. Jedno jest pewne, na koncertach radzi sobie znakomicie.


 
Rivers like Veins - Z Iskier Srebrnych Orszaków

Kolejny bardzo udany album na polskiej scenie. W porównaniu z lekko chaotycznymi poprzednimi wydawnictwami tutaj mamy w pełni przemyślany i precyzyjnie skomponowany materiał. Icyvr w końcu odnalazł kurs, którym dumnie kroczy i jedno jestem pewien w niedalekiej przyszłości może namieszać sporo na scenie.




 
Батюшка - Панихида

O aferze wokół Batushki słyszał chyba każdy interesujący się choć odrobinę muzyką metalową. Album Krzysztofa jest znacznie lepszym spadkobiercą „Litorgiya” Materiał wciąż dumnie kroczy przetartymi szlakami debiutu, genialny klimat, a nawet delikatniejsze cięższe brzmienie. Nie bójcie się sprawdzić albumu,  naprawdę warto.


 

Gruzja – I iść dalej

Trzeba przyznać, że Gruzini troszkę namieszali na polskiej scenie. Nietypowe podejście do black metalu, teksty, ubiór czy zaczepki w stronę innych kapel, a na dodatek według mnie zalatujący żenadą facebook. Tak naprawdę cholernie długo przekonywałem się do ich twórczości, dopiero po genialnym show na krakowskim koncercie udało mi się przemóc. Nawet jestem w stanie stwierdzić, że o wiele lepiej radzą sobie na żywo niż na materiałach. Nie ukrywam, że gdyby nie obecność na ich koncercie bardzo możliwe, że nie pojawili by się tutaj.

Arkona - Age Of Capricorn

Tak naprawdę pierwszy odsłuch tej płyty był dla mnie ogromnym szokiem. "Lunaris" wciąż jest dla mnie jedną z najważniejszych płyt w black metalu. Klimat, wokal i teksty zawarte w niej tworzą płytę dekady i za każdym razem gdy do niej wracam mam ciarki na plecach. Jeśli chodzi o „Age Of Capricorn” niestety nie przebija swojej poprzedniczki. Muzycznie nie jest najgorzej, wciąż czuć charakterystyczne riffy zespołu. Niestety brak tekstów w polskim języka – jak dla mnie największa wada albumu, chociaż to pewnie zasługa innego wokalisty. Niektórzy słyszą podobieństwo do Mgły, jak tego nie potrafię się doszukać. Mimo, że płyta nie jest wybitna polecam zapoznać się z nią, bo przecież nasza Arkona jest jedna z lepszych polskich black metalowych zespołów!


Zagraniczne wydawnictwa:
Tableau Mort - Veil of Stigma. Book I Mark of Delusion
Sørgelig – We, The Oblivious
מזמור – Cairn
Advent Sorrow - Kali Yuga Crown
Vukari – Aevum
Mephorash - Shem Ha Mephorash
Haxandraok - Ki Si Kil Ud Da Kar Ra


Tableau Mort - Veil of Stigma. Book I Mark of Delusion

Londyński zespół wydał genialny debiutancki krążek. Mimo, że z albumu wręcz wylewa się klimat polskiej Batushki i widać, że panowie wzorowali się na niej. Mówcie co chcecie, ale wśród wszystkich parodii i kopi naszego rodzimego zespołu Tableau Mort jest godnym polecenia hordą. Jeśli stawiacie na klimat, a nie na ciężar ten album jest dla was. Również warto zaznaczyć, że panowie nie próżnują i zaczęli prace nad kolejnym materiałem.


Sørgelig – We, The Oblivious

Greccy muzycy wielokrotnie odcisnęli pieczęć na scenie black metalowej, na zespół trafiłem czysto przypadkowo i okazał się strzałem w dziesiątkę. Bezlitosny, brudny i surowy materiał czyni go jednym z najlepszych albumów zespołu.






מזמור – Cairn

Jedno osobowy projekt tworzący doom metal z domieszką black metalu. Bardzo klimatyczne riffy, ciężka perkusja i charakterystyczny wokal, te trzy cechy sprawiły, że album „Cairn” spędza wiele godzin w moim odtwarzaczu. Jedyną wadą jaką mogę wytypować są cholernie długie utwory.. ale czego możemy spodziewać się po doom metalu..




 
Advent Sorrow - Kali Yuga Crown

Jak dotąd omijałem szerokim łukiem poczynania Advent Sorrow, do czasu, aż usłyszałem kawałek „Wolf & Weapon”, który zeżarł mnie i wypluł! Od razu poczułem potrzebę sięgnięcia po nowy krążek i okazał się najlepszy w dorobku austrialijskiego zespołu!






 
Vukari - Aevum

Kolejne odkrycie roku, genialny krążek. Aż dziwne, że nie znałem panów wcześniej, choć raczej wiele nie straciłem, bo tak naprawdę tylko tegoroczny album zrobił mi sieczkę z mózgu. Genialne gitary, praca perkusji na najwyższym poziomie i te melodyjne riffy! Nic dziwnego, że nakład rozszedł się jak świeże bułeczki.




 
Mephorash - Shem Ha Mephorash

Szwedzkie dzieło. Album, na który czekałem od pierwszych informacji wydawniczych. Wiedziałem, że grupa stworzy materiał na miano płyty roku.. - i tak było. Aż 74 minuty wręcz znakomitego rytualnego grania nie pozwalającego na ani minute znużenia. Genialne przerażające wokale, doprawione klimatycznymi wstawkami damskich wokali czy a'la chórami, dodając przy tym melodie dramatyzmu czy elementy pianina, bębnów, czyni to wszystko obłędnym albumem!

 
 
Haxandraok - Ki Si Kil Ud Da Kar Ra

Grecki gitarzysta grający w takich zespołach jak Acherontas czy Devathorn wraz z polskim bębniarzem utworzyli projekt, który zaowocował bardzo klimatycznym krążkiem. Panowie stworzyli album przesiąknięty okultyzmem, wręcz nadający się na wieczorne rodzinne rytuały. Na pewno musimy zwrócić uwagę na szaleńczą prace perkusji i dosyć klimatyczny, a zarazem charakterystyczny wokal. Mam nadzieję, że panowie nie przystaną na jednym materiale.


niedziela, 22 grudnia 2019

Sznur - Zabić się bedąc martwym (2019)

Sznur zacisnął piętno już w 2017 roku jako jednoosobowy projekt założony z inicjatywy Setha gitarzysty Moontower co zaowocowało debiutanckim materiałem, ale dopiero w 2019 rok, przyniósł lekkie zmiany. Albowiem za mikrofonem stanął Zer0, który maczał swoje palce w niejednym wałbrzyskim składzie. Pisząc ową recenzję do składu dołączył również Psycho, najprawdopodobniej zasiądzie za perkusją podczas koncertów.

Drugi krążek "Zabić się będąc martwym" ukazał się 31 października z własnym nakładem. Materiał składa się z 5 dość ponurych utworów, które już na starcie delikatnie szokują swoimi tytułami, a to dopiero początek. Podróżując wśród tych 35 minut muzyki miałem wrażenie, że Seth wraz z kompanem Zer0 z wielką pogardą i wstrętem pragną udowodnić, że człowiek w dwudziestym pierwszym wieku ma jedynie w sobie pozostałości człowieczeństwa. Jest nic nie wartą kupą masy cielesnej, skupiającą się jedynie na wartościach materialnych. Materiał jest o wiele żywszy, a zarazem cięższy od tego co słyszeliśmy na debiucie. Ogromnie smolaste riffy potrafią niejednokrotnie zmiażdżyć nasze bębenki, wraz z perkusją, która bije jak wściekła. Wszystko to tworzy przeraźliwy black metal nie zostawiając suchej nitki na słuchaczu. Przykładem tego może być utwór "Likwidator Rodziny", a dokładnie druga część numeru, która jest faworytem na tle całego albumu. Gitary w tej połowie utworu wbijają dosłownie w ziemie! Trzeba przyznać, że najmocniejszą stroną "Zabić się będąc martwym" są zawarte w niej teksty, a dokładnie to w jaki sposób je odbierzemy, gdyż sam Seth udzielając wywiadu i odpowiadając na jedno z pytań rzekł  "Bycie martwym nie musi oznaczać bycie trupem". Tematyką zawartą w tekstach jest wcześniej wspomniana nienawiść do ludzi, brak jakichkolwiek zahamowań wobec drugiego człowieka, bądź opisują niedołężność ludzkości. Wprowadzają w stan melancholii, a nawet wręcz podsuwają myśli samobójcze. Jedno jest pewne zwykły słuchacz może od razu szykować sobie sznur.




Drugi krążek Sznura to ciężki, smolisty i brudny black metalowy materiał . Choć na pewno nie skierowany do szerszego grona słuchaczy poprzez swój ciężki klimat. Zespół objął dość ciekawy kierunek, którego brakowało na debiutanckim krążku i dumnie nim kroczy - oby jak najdłużej. A ja zanikam w melancholii ściskając sznur w dłoni podczas gdy w tle nuci "Dom bez okien".
Ocena:8/10


niedziela, 8 grudnia 2019

Rivers Like Veins - Z iskier srebrnych orszaków (2019)

W końcu doczekałem się pełnego albumu krakowskiego zespołu. Prawdzie mówiąc od samego początku kibicowałem Rivers Like Veins i mimo, że pierwsze stawiane kroki na Ep'ce "Jesiennie mgły ostatnich oddechów" były nieco chaotyczne, brakowało składu w całości, mimo tego do tej pory bardzo sobie cenie owy materiał. Co przynosi nam trzecie wydawnictwo? Przekonajmy się! 
"Z iskier srebrnych orszaków" po raz kolejny ukazał się dzięki wytwórni Werewolf Promotion w tak zwany dzień letniego przesilenia a dokładnie 21 czerwca. Tym razem mamy przyjemność gościć nowego członka grupy Wosd'a, który siadł za sterami perkusji. Czy na stałe ? To się na pewno okaże z czasem.


Na początku uprzedzam, że jeśli szukamy krwiożerczych riffów i perkusji grającej niczym łamiące kości, możemy lekko się zawieść. Do czynienia mamy za to z lekko eksperymentalnym black metalem z duszą atmosferycznego black metalu nieco z domieszką klimatów punkowych. Od pierwszych minut już słychać, że "Z iskier srebrnych orszaków" to w pełni przemyślany materiał. Nie doświadczymy już lekko burzliwych numerów, gdzie występuje dość mocne łojenie, po czym znienacka wyskakiwał recytujący żeński wokal - przyznam, że był to dość mocny problem poprzednich materiałów. Ogromny progres jeśli chodzi o kwestie wokalne, czy chodzi o growl Icyvr'a czy recytujące kwestie jego partnerki. Widać duży wkład w te kwestie i co najważniejsze Pani A.Bouillanne chyba, w końcu przekonała się do zespołu bo na poprzednich materiałach brzmiała lekko niepewnie, choć i tu brakuje mi niekiedy większych emocji w jej kwestiach wokalnych. Czarujące przyśpieszenia i dynamiczne zwolnienia, które wraz z motywami, typowymi dla atmosferycznego black metalu - których jest ogrom, pozwalają doznać fantastycznego klimatu. Również wypada wspomnieć o bębnach Wosd'a, które pełnią ogromną role. Styl grania perkusji jest lekko nietypowy co czynni ją bardzo ważnym elementem całego albumu, która wręcz hipnotyzuje, z coraz to następnym odsłuchem.



Rivers Like Veins przetarł zarośnięte gęstwiną szlaki i odszukał swój własny tor, którym dumnie przemierza. "Z iskier srebrnych orszaków"to naprawdę godny polecenia album, warto było uzbroić się w cierpliwość. Jeśli jesteście otwarci na eksperymentalny black metal z domieszką hardcorowych klimatów punkowych, a zarazem cenicie granie Stworza na pewno nie zawiedziecie się. A tym bardziej w listopadowo - grudniowe dni, kiedy coraz rzadziej widujemy za oknem promienie słoneczne, a częściej mgłę i fale przymrozków.  Jednym słowem dzięki materiałowi doznajemy większej tęsknoty za długimi letnimi wieczorami i doceniamy, każdy cieplejszy poranek.

Ocena: 9/10



czwartek, 21 listopada 2019

Faust - Wspólnota Brudnych Sumień (2019)

Na zespół Faust wpadłem całkiem przypadkiem, bodajże przeglądając sklep wydawnictwa Putrid Cult. Moją uwagę przykuł polski tytuł "Wspólnota Brudnych Sumień" wklepałem w wyszukiwarkę i to co usłyszałem całkowicie mnie zaskoczyło. "Wspólnota Brudnych Sumień" to tak zwany drugi debiut zespołu. Dlaczego tak twierdzę mimo, że grupa posiada w dyskografii jeszcze dwa pełne wydawnictwa plus dwa kolejne dema z początków działalności? Otóż dla tego, że grupa po ośmiu latach aktywności zawiesiła działalność. I właśnie w 2019 roku dokładnie 10 października wydała trzeci pełno prawny album po 16 latach przerwy! Ogromna przestrzeń czasowa, a wiadomo takie powroty często nic dobrego nie wróżą, ale zapewniam wam, nie tym razem! Warto wspomnieć, że dystrybucją płyty zajął się Putrid Cult, a wydawcą jest sam zespół.

Wraz z powrotem na scenę Faust lekko zmienił styl grania przedtem można było doszukać się mieszanki klimatów death/black metalowych, a teraz aktualnie mamy tu wpływ trashu z dużym wpływem death metalu. Od razu można zauważyć ogromny nacisk na poruszaną tematykę pedofilii w kościołach katolickich i tu ogromny plus, że zrezygnowali z angielskojęzycznych tekstów na cześć rodzimego języka. Album jest bardzo ciężki, każdy z utworów jest innym przykładem nieczystych działań kościoła. Mym faworytem jest na pewno "Samotność" można by rzec ballada, która łapie za sumienie - jeśli je jeszcze posiadamy. Strona instrumentalna stoi tu bardzo wysoko najłatwiej możemy to usłyszeć w utworze "Homo Homini Deus" potężne riffy i znakomita praca perkusji robi tym sposobem z niego najcięższy numerem. Oczywiście również trzeba pochwalić Macieja Bartkowskiego i jego charakterystyczny wokal, który świetnie się komponuje wśród instrumentów. Usłyszymy zarazem delikatny śpiew w wyżej wymienionym numerze "Samotność" jak i również jego cięższe oblicze. I mimo, że rzadko słucham takich klimatów płyta weszła mi od samego początku, aż do końca z ogromnym zaskoczeniem oczywiście w pozytywnym znaczeniu. No może jest jeden delikatny według mnie minus cover "In The Name of God" kapeli Unleashed, który absolutnie nie pasuje klimatem do reszty albumu.



Album jak i zespół zrobił na mnie ogromne wrażenie. Mam wrażenie, że panowie włożyli kawał czasu i poświęceń byśmy otrzymali tak udany materiał  i przekaz, gdyż mimo, że plują kłamstwami l prosto w twarz, my łatwo wierni i bezsilni przytakujemy i idziemy wybranymi przez nich drogami. Grupa porusza naprawdę ciężki temat, ale i ważny bo mimo coraz częstszego słyszenia o pedofili w religii katolickiej ludzie nie chcą przyjmować tego do świadomości omijają na wszelkie sposoby. Świetnie im wyszło również połączenie tych faktów z ciężarem a zarazem z melodyjnością albumu co sprawia, że nie raz noga chodziła w rytm riffu! Już to pisałem zespołowi ale napisze jeszcze raz na takie powroty warto czekać szesnaście lat, a inni niech patrzą na Fausta, biją mu pokłony i biorą z nich przykład. Ewidentny kandydat na płytę roku!
 Ocena: 10/10