piątek, 18 września 2020

Mysthicon - Silva – Oculis – Corvi (2020)

Po naprawdę długich pracach i zapowiedziach, w końcu krążek zespołu Mysthicon trafi do słuchaczy. Ogromnie się cieszę, że nastał dzień, w którym fani będą mogli przysiąść i posłuchać albumu. Nie ukrywam, miałem delikatne obawy, że projekt zostanie schowany do szuflady... Ale nie przedłużając, materiał Silva – Oculis – Corvi ujrzy światło dzienne dzięki polskiej wytwórni Witching Hour Productions. Do wyboru mamy naprawdę solidny wachlarz opcji, od limitowanych edycji winylowej po klasyczny digipack, bądź dwukolorowe wydawnictwa kaset magnetofonowych, czyli standard dla wyżej wymienionej wytwórni. Oczywiście odbieram to pozytywnie, każdy może kupić taki nośnik jaki go interesuję, a na pewno trafią się tacy napaleńcy, którzy nabędą każdą możliwą wersję.  


Zaczniemy od minusów, które skutecznie mnie rażą po oczach. Na pierwszy strzał kwestia długości materiału. Dostajemy niespełna 40 minutowy krążek, siedem utworów, po czym dwa z nich to Into The Dark i Passing Away, które były udostępnione w formie EPki, nie licząc ich mamy 30 minutowy album. Nie rozumiem sensu dodawania drugi raz tych samych numerów, tym bardziej, że początkowo zespół informował, że ukaże się wersja winylowa EPki Into The Dark. Odbieram to tak, że nie było pomysłu na nowe utwory więc, zapchajmy album materiałami z EPki. Drugi zabieg według mnie bezsensowny to przybieranie nowych nazw członków grupy.. Owszem, materiał owiany otoczką tajemniczości wyostrza apetyt, ale na starcie zespół poinformował, że skład Mysthicon tworzą osoby związane z Vader, Hate, Lux Occulta czy Batushka. Ktoś kto siedzi w muzyce metalowej, od razu rozpozna artystów, a już na pewno wokalistów.


Koniec tej krytyki, siądźmy do muzyki. Co tu dużo mówić, jest bardzo dobrze, wręcz genialnie. Samą EPke bardzo długo męczyłem, rozpływając się przy wyżej wspomnianym coverze Lux Occulta. Na pewno trzeba zwrócić na bardziej agresywniejszą odsłonę zespołu. Cięższe gitary, ostre riffy wraz z potężną perkusją świetnie komponują się z bardzo charakterystycznym growlem, a niekiedy mówiony wokal zamieniający się w szept dodaje klimatu. To tylko garstka tego co możemy doświadczyć słuchając utworu Blind To My Faith. Bardzo pozytywnie mnie zaskoczył początek utworu Wolves Of Marning Dawn, symfoniczny motyw nieco nawet gotyckiego stylu, po czym dostajemy solidne przyśpieszenie i potężny growl. Wyróżnić na pewno trzeba idealnie wyczute zwolnieni w odpowiednich momentach. Na pochwałe zasługują wstawki typowe dla atmosferycznego podgatunku black metalu, czy gościnny udział Sylwi Matulewskiej - a może w na następnych materiał bardziej poeksperymentować z instrumentami ludowymi? Kwestie wokalu.. Styl growlu momentami wręcz miażdży, idealnie się komponuje z warstwą muzyczną, a znowu momentami brzmi jakby żywcem był wycięty z zespołu na literkę B. 😊  Na ogromną pochwałe zasługuje również twórca okładki, Tomasz "Hal" Halicki. Zamieścił w niej cały klimat jaki odzwierciedla muzyka na krążku. 


Bez wątpienia Mysthicon to połącznie najlepszych cech Batushki i późniejszej działalności Hermh. Oczywiście, formacja dodała masę swoich motywów, które, wręcz do picowały całość materiału. Czy to debiut roku? Trudno mi powiedzieć, materiał słucha się bardzo dobrze i z coraz to kolejnym odsłuchem odnajdujemy więcej smaczków ukrytych w kompozycjach. Widać, że Mysthicon szlifował materiał do ostatniej sekundy i włożyli w to kawał serca i pracy. Jedno jest pewne przy Silva – Oculis – Corvi nie da się przejść obojętnie! 

Ocena Końcowa 9,5/10

Pre-order materiału dostępny tutaj. 


czwartek, 3 września 2020

Antiflesh - Pieśń o Szubienicy (2020)

W lutym 2020 roku ukazał się debiutancki krążek wrocławskiej ekipy Antiflesh, który mimo małego rozgłosu doczekał się bardzo dobrych opinii. Aktualnie ekipa nie zwalnia tępa i wypuściła utwór Pieśń o Szubienicy, zwiastujący wspólny split z radomszczańskim zespołem Morte. Czego możemy się spodziewać po singlu?

Na pewno zmiany tempa. Śmiało można rzec, że krążek Ashes był swoistym hołdem dla prekursorów gatunku. Nadchodzący materiał przyniesie nam wręcz grobowy klimat, przesiąknięty ciężkimi oleistymi rifami, niemalże wyciągniętymi z odłamku doom metalu. Kolejną pozytywną zmianą jest wokal w ojczystym języku, który o wiele lepiej brzmi niż w poprzedniej angielskojęzycznej wersji. Momentami wokal zwalnia przypominając recytowanie. Plusy można wymieniać jeszcze dosyć długo, między innymi chórki występujące w utworze, które tylko dolewają oliwy do kotła z klimatem. Jak będzie wyglądał split ze strony zespołu Morte? Tego nie wiadomo, ale dla samych dwóch utworów Antiflesh, warto czekać! Nie w sposób również wspomnieć o fantastycznej okładce do singla, przygotowanej przez Roberta Pycherka i miksie wykonanym w Shaman's Records.

 


 

niedziela, 21 czerwca 2020

Black Altar / Kirkebrann - Deus Inversus (2020)

Splity.. dla jednych materiały idealne, dla innych wręcz odwrotnie. Niestety należę do drugiej grupy. Odkąd pamiętam czułem niechęć do sprawdzania tego typu wydawnictw, nawet jeśli chodziło o wypociny artystów, których darzyłem szczególną sympatią. Na szczęście z biegiem czas przełamałem barierę i nadrabiam zaległości. O to dziś na warsztat bierzemy album, który niebawem wstrząsie black metalową scenę.

Mowa tutaj o nadchodzącym albumie polskiej hordy Black Altar (choć, pisząc polskiej nie wiem czy to ma sens, bo od kilku ładnych lat Shadow stacjonuje w Anglii) i Kirkebrann, pochodzącej z Norwegii. Split Deus Inversus ukazał się nakładem Odium Records i swoją premierę przypisaną ma na 30 czerwca.

Krążek otwierają trzy numery Black Altar. Pierwszy z nich to tytułowy utwór, na którym wita nas złowrogi dialog w wykonaniu Lilly Kim, po czym uderzają w nas potężne gitary i złowrogi nalot perkusji. Szczerze powiedziawszy od pierwszej przesłuchanej minuty można zauważyć, że utwór jest jednym z lepszych, jak nie najlepszym utworem. Uwagę jak zwykle przykuwa charakterystyczny growl Shadowa, a w szczególności specyficzne ryki wydobywane z krtani. Warto również wspomnieć o występujących a'la chórkach na refrenie, które wybitnie dodają klimatu. Drugi utwór Ancient Warlust zaczyna się ponad minutowym popisem melodyjnych riffów z pięknie dobraną perkusją. Cały utwór jest skoczny, idealny pod występy podczas, których widownia wręcz będzie szaleć pod sceną. Sam nie ukrywam, że stopa chodziła jak opętana podczas odsłuchów. Trzeci utwór to klasyczne ambientowe Outro utrzymane w grobowym klimacie. Pora na Kirkebrann, które wita nas czterema numerami. Od razu można usłyszeć, charakterystyczne dla Norwegów typowe surowe granie, skrzekowy growl czy melodyjne riffy. Jeśli chodzi o wspomniany band, najbardziej przypadł mi do gustu utwór Faux Pas, klimatyczne solówki i zwolnienia, wręcz porywają głowę do ruchu. Jedynym "ale" jest sens, bądź raczej brak sensu utworu Ufødte Klarhet, który klimatycznie wręcz nie pasuje całkowicie do tego obrzydliwego black metalowego klimatu, brzdękanie nieco dziwnie brzmiącej gitary akustycznej, aż prosi się o usunięcie z playlisty.

Podsumowując, mimo niechęci do splitów, czekałem na Deus Inversus. Głównie przez sympatię do tworów Black Altar i jego charakterystycznego growlu. Teoretycznie wszystko spod jego szyldu łykam bez popity i tak samo jest i tym razem. Minusami na pewno są jedynie otrzymane od niego tylko dwa utwory, oczywiście nie licząc Outre... Pozwolę sobie tutaj przytoczyć słowa Shadowa z wywiadu, którego z nim przeprowadziłem:

 „ ...mam zakodowane, ze trzecia płyta, to powinien być absolutnym opus magnum zespołu, każdy dźwięk powinien być maksymalnie przemyślany, na najwyższym poziomie... ” 

Bez wątpienia sadzę, że tym splitem udowodniłeś swoją gotowość na kolejny długograj, który by bez zwątpienia wstrząsnął black metalową sceną. Jeśli chodzi o Kirkebrann, przyznam się, że nie znałem ich twórczości. Patrząc na ich dyskografie widzę, że również lubują się w splitach.. aczkolwiek ostatecznie dobrze się bawiłem przy ich utworach na recenzowanym krążku i co najważniejsze zwrócili moją uwagę na siebie i z pewnością sprawdzę ich poprzednie dokonania. Bez najmniejszego problemu materiał zasługuje na maksymalną notę, pozwolę sobie jednak dać oczko niżej przez jak wcześniej wspomniałem jedyne dwa utwory Black Altar i drastyczny numer zamykający od Norwegów.

Ocena Końcowa: 9/10

poniedziałek, 8 czerwca 2020

Pytania i odpowiedzi - Robert "Rob Darken" Fudali (Graveland, Lord Wind)



Dzisiaj mam zaszczyt gościć Roberta Fudali, znanego także jako Rob Darken albo Lord Wind. Grafik, wokalista, kompozytor, autor tekstów, multiinstrumentalista, założyciel grupy Graveland, jednego z pierwszych zespołów black metalowych na polskiej scenie muzycznej, oraz były członek Zrzeszenia Rodzimej Wiary „Ślężanie”.
 Zapraszam do lektury!


1) Twój ulubiony kolor, potrawa i alkohol to….
Czarno to widzę, któryś z odcieni szarości... tak bym powiedział w latach 90. Ale dzisiaj powiem, że też czarny, bo przeważnie w takie kolory się ubieram, zostało z starych czasów. Alkohol to Jack Daniels, a potrawa: placki ziemniaczane własnej produkcji

2) Jakie miejsce na świecie chciałbyś odwiedzić?
Pewnie Japonię i wulkan Fuji, a to musiałaby być wyprawa na długo. Japonia zawsze mi imponowała, samuraje, szintoizm, horrory, Japońska wojna na Pacyfiku. Filmy Kurosawy...

3) Gdybyś miał do wyboru zamieszkać na bezludnej wyspie lub w zatłoczonym mieście, wybrałbyś…
Oczywiście, że wyspa!

4) Gdybyś nie został muzykiem, to zająłbyś się….
Nauczyłbym się robić biżuterię wikińską ze srebra, i pewnie sprzedawałbym to na festiwalach wikingów. W ornamentach wikingów ozdabiających biżuterię albo w jakichś drewnianych budowlach jest zawarty duch ich wierzeń, zapisany jak kod, który oddziałuje na podświadomość.

5) Która negatywna cecha u człowieka jest najbardziej parszywa?
Chciwość, popycha ludzi zawsze do destrukcji i przemocy, w dodatku fatalnie wpływa na naturę, wyniszczając ją. Chciwość zaprowadzi ten świat w Ragnarok.

6) Jaka była Twoja pierwsza kaseta lub płyta CD, którą kupiłeś za własne pieniądze?
Pamiętam dobrze, że to był Destruction – Release from Agony (TAKT albo Baron, lub coś podobnego), kupiłem ją na giełdzie audio i elektroniki. To były czasy, kiedy we Wrocławiu nie było jeszcze sklepików, gdzie takie taśmy można było kupić. Specjalnie chodziłem na tę giełdę, bo tam jeden gość miał zawsze jakieś taśmy z metalem.

7) Wymień 3 najbardziej wpływowe płyty na rozwój metalowej muzyki.
Bathory – Hammerheart, Bathory – Under the Sign of Black Mark, Venom – Black Metal.


8) Sport oglądasz w TV czy uprawiasz, jaki?
Oglądam skoki narciarskie, piłkę nożną jak są mistrzostwa świata, kiedyś chodziłem na treningi drużyny rycerskiej, do której należałem, brałem udział w bitwach na Wolinie, Cedyni i Biskupinie. A teraz to głównie od czasu do czasu jeżdżę na rowerze i chodzę po górach.

9) Sytuacja podczas trasy koncertowej, którą najczęściej wspominasz, to…
Występ na Ragnarok Festiwal (2016) we Francji, występowaliśmy tam dla około 10 tysięcy ludzi, którzy nas wcale nie olali, tylko tłumnie przybyli pod scenę. Cała ta wyprawa była pełna przygód, po prostu przygoda życia. Zrobiłem na tym festiwalu bardzo ważną rzecz, wzniosłem wielki drewniany Thor's Hammer na chwałę pogańskich Bogów! Poświęciłem nim tysiące ludzi z nadzieją, że odrodzi się pogaństwo...

10) Co byś zrobił, gdybyś wygrał na loterii 5 milionów Euro?
Użyłbym pieniędzy do krzewienia pogaństwa w naszym kraju. Istnieje tutaj już dużo różnego rodzaju grup neopogańskich, które krzewią tradycje i wierzenia Słowian. Potrzebne są im świątynie i grody, potrzebują po prostu wsparcia, bo państwo to ma ich w d..., a taka kultura wciąż jest w naszym kraju niedoceniana. Spycha się tych ludzi na margines , a przecież na licznych festiwalach rekonstrukcji historycznej widać plony ich działalności. Dawne wierzenia Słowian wypełniają festiwale nie tylko muzyką i rękodziełem, ale i także duchem!

Jedno z najpopularniejszych zdjęć przedstawiające Roberta. Najprawdopodobniej wykonane podczas sesji zdjęciowej do promocji krążka Thousand Swords.

11) Co chciałbyś jeszcze osiągnąć w muzyce?
Nauczyć się normalnie śpiewać! Całkiem możliwe, że się to uda, bo moja żona jest specjalistką w tej dziedzinie. Tylko się uporam z nowym albumem Graveland, zaczniemy lekcje śpiewu.
Potrzebuję tego do drugiego projektu muzycznego Lord Wind, gdzie gramy folki inspirowane muzyką dawaną. Zupełnie inna bajka.

12) Płyta, której nigdy byś nie wrzucił do odtwarzacza CD?
Badziew z gatunku metalu? Na pewno się u mnie w odtwarzaczu nie znajdzie Napalm Death, ale to głównie za ich poglądy i wspieranie antify. To jest to, przed czym zawsze ostrzegał Euronymous, nie wpuszczać do metalu hard core’owców!

13) Kim chciałeś zostać, będąc dzieckiem?
Marynarzem! Ale wiesz, ja już w podstawówce czytałem takie książki jak „Druga Wojna Światowa na Morzu”. Kiedyś jakiś nauczyciel pytał, co czytamy i kazał wymienić jakiś ulubiony tytuł, kiedy powiedziałem, że właśnie „Drugą Wojnę...”, to oskarżył mnie, że kłamię; tacy byli ci komunistyczni nauczyciele.

14) Co miałeś (nie)przyjemność zjeść, kiedy nie mogłeś odmówić?
Słowackie haluszki w Bańskiej Bystrzycy, po koncercie organizator chciał nas dobrze ugościć i cały czas opowiadał, jakie to są dobre słowackie potrawy, zachwalał te haluszki. Kiedy przyszyło do ucztowania, ja zamiast wziąć tradycyjnie schaba z ziemniakami, skusiłem się na te haluszki! Były to chyba jakieś sery z mleka owczego ze skwarkami. Mdliło i brało na rzyganie, ale połowę zjadłem. Nauczka została na całe życie. Nie eksperymentować z żarciem na wyjazdach.

15) Najdziwniejszy prezent, który otrzymałeś od fana to…
Pamiętam dobrze przesyłkę z Meksyku, którą dostaliśmy w 90. latach. W liście był kawałek czegoś suszonego, rozpadało się i pyliło, wyglądało jak kawałek kory z drzewa. Ja wtedy nie umiałem dobrze czytać po angielsku, nie zrozumiałem co to jest. Karcharoth, który wtedy ze mną grał w Graveland, był przy tym jak odebrałem list z skrzynki.  Przyglądał się temu czemuś i zaczął snuć fantazje, że to może kaktus pejot. Chyba Meksyk wtedy kojarzył mu się głównie z satanizmem i narkotykami. No i zjadł kawałek tego. Pod wieczór poszliśmy do Capricornusa (dawny perkusista Graveland). Wzięliśmy list, aby nam przeczytał, no i ten się doczytał co to było... kawałek ludzkiej czaszki…

16) Wymień najsłabszą płytę swojego ulubionego zespołu.
Bathory - Octagon

17) Co Cię najbardziej denerwuje na świecie?
Politycy.

18) Utwory/Płyty/Zespoły, których fenomenu nigdy nie zrozumiesz mimo legendarnego statusu, to…
Ogólnie nie przepadam za gęsiami, które śpiewają metal, chociaż fenomen ich popularności stoi na wiadomych filarach, to jednak czasami dziwi mnie naiwność ludzi, którzy znacznie przeceniają taką twórczość. Niektóre z nich są po prostu kopią Dody, tylko że w metalowym wydaniu.
Wtedy z nostalgią wspominam takie prawdziwe perełki jak Laura „Lori” Bravo z Nuclear Death. To był duch metalu! Gniew upiornych Bogów bólu i zniszczenia! Dzisiaj kobiety już tak nie grają i nie śpiewają.

19) Jaki jest najlepszy serial, który oglądałeś?
Powiem tak: kiedyś, kiedy byliśmy młodzi, moja generacja wychowywała się na Robinie z Sherwood. Nawet dzisiaj z chęcią mogę obejrzeć!
A współczesny serial? Wiadomo - Game of Thrones!

20) Najgłupsza rzecz, jaką zrobiłeś w życiu?
Głosowałem w wyborach prezydenckich na Kwaśniewskiego, głównie dlatego, że uchodził za przeciwnika kościoła. A było jak zawsze, SLD podpisało konkordat z kościołem, podzielili się schedą po upadku komunizmu... Cóż, polityka... Każdy polityk to kłamca...



 
I tym pytaniem kończymy ten wystrzałowy wyskok, nieco w innej postaci niż zawsze. 

Z tego miejsca chciałbym bardzo podziękować Robertowi i życzyć dalszych sukcesów muzycznych! Miejmy nadzieje, że w niedalekiej przyszłości uda się stworzyć prawdziwy i porządny wywiad.


Zdjęcia: Facebook Robert Fundali.
Korekta wstępna tekstu: Joanna.

środa, 3 czerwca 2020

AntiFlesh - Ashes (2020) "W hołdzie dla Ojców"

AntiFlesh, to wrocławska ekipa działająca na scenie od 2013 roku. W swojej dyskografii prócz omawianego studyjnego albumu Ashes, posiadają demo, In Peccatis Nostris In Sanguine z 2014 roku i tegoroczny split Underground Covenant - Anal Terror II wydany wspólnie z zaprzyjaźnionymi kapelami.

Nie przedłużając skupmy się na krążku Ashes, na który przyszło nam czekać 7 lat od założenia ekipy. Materiał ukazał się 23 lutego, lecz dopiero po kilku miesiącach, otrzymujemy go w postaci nośnika fizycznego, a to dzięki kolumbijskiej wytwórni Tribulacion Records. Wydawnictwo składa się z 8 numerów, które w całości daje ponad półgodzinny album. Już od pierwszych minut mamy do czynienia z solidnie zagranym black metalem. Tak naprawdę trudno się do czegokolwiek przyczepić, mam wrażenie, że chłopaki z AntiFlesh dusili materiał w studiu póki nie uzyskali materiału w stanie perfekcyjnym bez jakichkolwiek potknięć. Melodyjne riffy, wraz z agresywną perkusją tworzą idealną parę. Najmocniejszym atutem albumu są spowolnienia między innymi w dwóch ostatnich utworach Act I, bądź Act II, które dodają znakomity klimat podczas odsłuchów w całości. Skupmy się na kwestii wokalnej. Vomit operuje potężnym growlem, który do znużenia przypomina wokale z islandzkich produkcji black metalowych – czy to dobrze? Dla mnie jak najbardziej! Oczywiście nie byłbym sobą, gdybym nie przyczepił się do angielskojęzycznych tekstów.. rozumiem szansa wybicia się za granicą, ale nasz rodzimy język genialnie się prezentuje w owym gatunku muzycznym.

Podsumowując Ashes jest pewnego rodzaju bardzo udanym hołdem dla drugiej fali black metalu, zawierając przy tym elementy nowoczesnego grania. Nie jest to przełomowy album na polskiej scenie metalowej, ale chyba nie o to w tym wszystkim chodzi ..

Tak na sam koniec, osobiście widziałbym zespół w nieco bardziej rytualnych odłamach black metalu. A to wszystko przez klimatyczny growl wokalisty.

Ocena Końcowa: 8/10

czwartek, 26 marca 2020

Xarzebaal - III (2019) "Przez wstręt do piękna"

Jeśli myślicie, że słyszeliście wszystko w swoim życiu. To ja wam rozmyje te myśli. Nie słyszeliście, a na pewno nie wymiocin dwóch panów z hordy Xarzebaal.

Zacznijmy od początku. Xarzebaal powstał z inicjatywy artystów z może bardziej znanego zespołu black metalowego Dagorath. Upiór i Witchslaughter postanowili stworzyć projekt, którego nikt normalny nie pokocha. W szybkim tempie nagrali trzy albumy zatytułowane numerycznie I, II, III ,aby słuchacze nie zastanawiali się zbędnie nad sensem tytułów. A my dziś bierzemy na warsztat najnowszy z nich.

Album III ukazał się w 2019 roku dokładnie 5 lipca w niespełna pięć miesięcy po premierze swojej poprzedniczki. Początkowo ukazał się na taśmie nakładem Total War, dopiero z czasem ukazał się również na płycie dzięki Under The Sign Of Garazel Productions.

Zespół przygotował dla nas 9 utworów, dając nam w sumie 36 minut muzyki. To co usłyszymy na owej płycie trudno nazwać muzyką. Upiór stworzył z nietrzymających się kupy zlepek materiał, który jest wręcz asłuchalny. Powiedzmy sobie szczerze kto wytrzyma z normalnych słuchaczy, choć do drugiego utworu? No właśnie... ale to przyciąga do odsłuchu. Jak łatwo się domyślić, od początku Xarzebaal miał na celu tworzenie utworów tylko dla garstki osób. Nawet nie wiem czy „garstka” to prawidłowe tutaj określenie. Pamiętacie jak za dzieciaka rozkładaliście garnki wraz z talerzami matce na pół pokoju i tłukliście po nich z całych sił? Tak właśnie brzmi perkusja na tym albumie. Jeśli chodzi o gitary, nie są szczytem osiągnięć, ale chyba nie o to tu chodzi? Wokal.. Witchslaughter nie stara się trafiać w partie gitarowe czy klimatycznie growlować, on wręcz wyżyguje słowa krzekami, skowytami czy różnymi okrzykami. Początkowo zastanawiałem się nawet czy nie są to jakieś losowe słowa, bo nic nie zrozumiemy tekstu, a nawet jeśli to pojedyncze słowa wyrwane z kontekstu.

Tak naprawdę trudno tu cokolwiek oceniać. Album jest napisany jakby na kolanie w 15 minut. Jest ciężki, toporny, powodujący wylewy z każdego otworu w głowie. Jedno co jest piękne w tym wszystkim to to, że pomimo tego surowego klimatu wciąż znajdują się tacy ludzie, między innymi  jak ja, którzy uważają takie albumy za dzieła sztuki i wchłaniają, każdy dźwięk z uśmiechem na ryju.

Cóż mogę powiedzieć, cała dyskografia spoczywa na półce i czekam na jakiekolwiek wieści z obozu Xarzebaal. Dla niecierpliwych Upiór wydał solowy projekt spod szyldu Nurt Ognia.
Tak w ogóle wydaje mi się, że zbiegiem czasu złagodnieli...
Ocena Końcowa: 8/10

wtorek, 3 marca 2020

Sovran - Exitus Letalis (2020)

Zawsze pozytywnie podchodzę do nowych nazw na scenie metalowej. To chyba kwestia tego, że nigdy nie wiadomo czego spodziewać się po świeżakach, zawsze materiałem mogą wprowadzić, choć odrobinę zaskoczenia niż zespół z 20 letnim stażem.

Tym razem po długiej przerwie spowodowanej rozsterkami życiowymi, pochylam się nad projektem Sovran, dokładnie nad materiałem Exitus Letalis, który ujrzał światło dzienne 14 lutego 2020 roku, a cały album dostępny jest na bandcampie zespołu.

Sovran to dwuosobowy projekt, choć śmiało można rzec, że za całym projektem stoi człowiek ukrywający się pod pseudonimem Szamot, który odpowiedzialny jest za warstwę muzyczną i skoro zaczęliśmy od strony muzycznej przystańmy chwile ku niej. Album Exitus Letalis trwa zaledwie 28 minut, w czym 1/3 materiału to instrumentale, które brzmią jak wypychacze rozciągające długość poszczególnych utworów i choć jestem w stanie to jeszcze zrozumieć, tak bonusowy utwór Evoultion po pierwszym odsłuchu wyjebałem z odtwarzacza... Spytacie dlaczego? Otóż black metal nie musi być „pięknie” i „czysto” nagrany, ale to co ukazuje wyżej wymieniony utwór doprowadza do bólu uszu.. nie mam pojęcia czym był nagrywany, dlaczego tak drastycznie brzmi i co zespół miał na myśli dodając go jako bonusowy kawałek? Tym bardziej, że jest to zwykły instrumental nie trzymający otoczki klimatu reszty albumu. Może jest zachętą w stronę innych projektów około instrumentalno/ambientowych Szamota ? Jeśli taki był pomysł, to niestety nie wypalił, a wręcz przeciwnie odstrasza słuchacza. Kolejna sprawa nieco uboga perkusja, stanowczo jest jej za mało i brzmi jakby była nagrana na automacie. Na pochwałę zasługują kwestie gitarowe , które nie raz poruszyły moją głowę w ruch.Gdy emocje opadły, zwróćmy uwagę na moją ulubioną rzecz, a jest nią wokal. Za mikrofonem na albumie stoi niejaki Deka. Mimo, że wokalu jest tu stanowczo mało i nie mamy do czynienia z profesjonalizmem, ani z ciężarem, od razu wpadł w ucho i słuchało mi się go  zaskakują dobrze. Teksty wprowadzają nieco otoczkę melancholii w całość klimatu co uważam za plus, choć też nie są wybitnie poetyckie, niestety jakby pisane na szybko na kolanie. Ogólnie rzecz biorąc album Exitus Letalis nie jest odkryciem roku i na pewno nie wprowadza niczego nowego na scenę black metalową. Owszem są plusy, nieco więcej wad, które na pewno da się poprawić, bądź całkowicie wymazać. Mimo wszystko dość często materiał bywa w moich słuchawkach i na pewno kupie nośnik fizyczny, który podobno ma się w najbliższym czasie ukazać. Mam nadzieję, że idealnie dobrałem ocenę, by nie zraziła artysty, a zarazem zachęciła do przyłożenia się nad kolejnymi pomysłami.

Ocena Końcowa: 6,5/10